Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2014

Och Makeup! Czyli o pomarańczy od Manhattan


Pomarańczowa szminka chodziła za mną od dawna. To trochę kontrowersyjny kolor na usta, nie jest tak oczywisty jak róż (o którym możecie poczytać w tym poście) czy czerwień (o której tutaj) a nawet bordo. Pomarańcz jest świeży ale bardzo trudny.

Udało mi się kupić na -40% w Rossmanie ten kolor i jestem z niego bardzo zadowolona. Z koloru, rzecz jasna. Bo konsystencja mi lekko nie odpowiada.



Szminka szybko się złuszcza. Na początku myślałam, że to przez złą kondycję moich warg, jednak z innymi kolorami nie mam takiego problemu. Być może to kwestia dodatków, bo szminka ma lekkie drobinki.

Nie jest to mój ulubiony kolor, ale bardzo go lubię, bo nadaje pewnej świeżości.

Bardzo lubię eksperymentować z kolorem ust, uważam, że mocne usta potrafią zmienić cały look.

To najoryginalniejszy kolor jaki mam w swojej kolekcji. Macie coś bardziej szalonego, jak np. fiolet czy niebieski?

Trochę pomarańczowych inspiracji:

źródło: www.styledecorum.com


Źródło: healthandbeautyblog.5pm.co.uk

Źródło: thehunt.com

Źródło: Pinterest
źródło: polyvoreimg.com

niedziela, 26 października 2014

Och Manicure! Czyli chabrowa hybryda od Tiftona


Jestem fanką tego hybrydy nr 24 od Tifton. Kiedy zamawiałam ten kolor wyobrażałam sobie, że będzie bardziej granatowy, na opakowaniu też taki się wydawał, jednak po pierwszej warstwie wiedziałam, że się polubimy. 


Pędzelek jest płaski i bardzo dobrze aplikuje odpowiednią ilość lakieru, kolor jest wyrazisty, jednak przy mojej długości potrzeba czterech warstw, żeby nie widać było prześwitów pod światło.


Postanowiłam wypróbować sondę z Wibo, którą kupiłam w Rossmannie na promocji za kilka złotych i zrobiłam białe kropki, również hybrydą od Tiftona (nr 28)



Do zrobienia kropek użyłam mniejszej strony sondy i nakładałam je na płynną warstwę chabru. 


Dwadzieściacztery to jak dotąd mój faworyt od Tiftona.





piątek, 18 lipca 2014

Och Makeup! Maskara Wibo Grwoing Lashes.


Muszę zacząć od tego, że nie przepadam za gumowymi szczoteczkami. Z tego tytułu do tej maskary podeszłam ze sporym dystansem. Ze względu na niską cenę (-40%) i chęć wypróbowania tuszy marki Wibo postanowiłam ją kupić i sprawdzić.

Producent pisze, że jest to GROWING LASHES stimulator mascara. Bardzo ciężko mi stwierdzić, czy rzeczywiście stymuluje wzrost rzęs, bo po pierwsze używam jej zbyt krótko, a po drugie, jak pisałam Wam w poprzednim poście o tuszu do rzęs Dolls Lash, używam Revitalash, który odpowiada za długość i gęstość moich rzęs.




Tusz jest przede wszystkim pogrubiający i tutaj sprawdza się aż za dobrze. Wydaje mi się, że szczoteczka aplikuje za dużo tuszu na raz, przez co zbyt ciężka warstwa pokrywa rzęsy. Dopiero po aplikacji na jedno oko, i bez moczenia użyciu szczoteczki do drugiego można uzyskać jako taki efekt. 
Maskary używam już od jakiegoś czasu więc powinna właśnie osiągnąć odpowiednią konsystencję. Może jeszcze się przeprosimy, jednak już czuję, że nie będzie to mój ulubiony produkt. 

Chociaż muszę jej zwrócić honor za jedną właściwość, której nie dała mi jeszcze żadna maskara, otóż dzięki tej szczoteczce bardzo łatwo dotrzeć do nasady rzęs oraz fantastycznie się sprawdza do tuszowania ich dolnej partii. 

Efekt mnie osobiście nie zadowala w 100%, jednak jest w miarę OK, zobaczcie same.
Tradycyjnie już wytuszowałam jedno oko a drugie nie, żebyście mogły zobaczyć różnicę.
Jedna warstwa tuszu.











Raczej do niej nie wrócę, ale mi po prostu nie leżą gumowe szczoteczki, jednak zostanie w mojej kosmetyczce i będę jej używać do tuszowania dolnych rzęs.



czwartek, 3 lipca 2014

Och Makeup! Czyli o maskarze Dolls Lash od Wibo

Postanowiłam zainwestować w kondycję moich rzęs i kupić porządną odżywkę. Trafiło na Revitalash. W związku z tym postanowiłam ograniczyć budżet na tusze. Nie jestem osobą, która by się przywiązywała do tego kosmetuku, dlatego, korzystając z promocji w Rossmanie kupiłam ich od razu trzy i zapłaciłam za nie tyle ile normalnie zapłaciłabym za jeden tusz. Albo nawet mniej.


Chyba tylko w przypadku jednego, czy dwóch tuszy zdarzyło mi się do niego wrócić. W tej materii lubię eksperymentować.

Pierwszy tusz, który postanowiłam przetestować nosi nazwę Dolls Lash Ultra Volume i ma fikuśną buteleczkę. 

Producent napisał, że jest to pogrubiająca maskara dająca efekt sztucznych rzęs. No, sztuczne rzęsy to sztuczne rzęsy i żaden tusz nie da nam takiego efektu, ale rzeczywiście ten produkt polskiego producenta całkiem sympatycznie próbuje udawać fake lashes.


Na początku było kiepsko i myślałam, że szybko się z nim pożegnam, jednak postanowiłam dać mu czas no i dobrze na tym wyszłam, bo tusz na prawdę dodaje objętości, a moje przeźroczyste rzęsy nabierają wyrazu.



Żeby Wam pokazać różnicę jedno oko wytuszowałam, a drugie nie. Oceńcie same:




Niestety, maskara, mimo gęstej, włoskowej szczoteczki, lekko skleja rzęsy, co daje mu minusa. Nie jest to na tyle mocny efekt, żeby ją zupełnie dyskredytować, ale jeśli ktoś lubi nakładać więcej niż dwie warstwy to może być niezadowolony z efektu.







 Nie zaobserwowałam, żeby mocno się obsypywał. Nieco owszem, pod koniec dnia, ale nie popsuje nam makijażu :)





Uważam, że za jego cenę ok. 10 zł warto dać mu szansę. Testowałyście może tę maskarę?

czwartek, 26 czerwca 2014

Och Makeup! Róż od Sisley

Zostaję w temacie kosmetyków kolorowych, a konkretnie szminek. W ostatnim poście pisałam o klasycznej czerwieni od Rimmel, tym razem chciałabym Wam pokazać kosmetyk z wyżej półki, czyli organiczną szminkę od Sisley. Pomadka ma wygodne opakowanie, które błyszczy się na złoto, jego minusem jest fakt, że zostają odciski palców.

 

Pomadka zapakowana jest w welurowy pokrowiec, dzieki czemu opakowanie się nie otwiera w torebce. Chociaż wątpię, żeby mogło się otworzyć, bo zatrzask działa poprawnie.


Szminkę dostałam na urodziny. Kolor wybrałam sama, długo go szukałam i jestem jego wielką fanką.



Kolor idealnie sprawdza się zarówno do sporotwych jak i eleganckich ciuchów. Nie jest tak krzykliwy jak klasyczna czerwień, ale jest bardzo wyrazisty ze względu na jego intensywność.



Wielką zaletą są właściwości ochronne tego kosmetyku. Już po pierwszym razie usta stają się nawilżone. Jest to idealne połączenie trwałego kosmetyku o pięknym kolorze i właściwościach ochronnych. Niestety musimy za nią zapłacić około 150 PLN. Ale jeśli będziemy jej często używać, to jej wydajność nas mile zaskoczy, bo szminka zdaje się nigdy nie kończyć.



Uważam, że jedna porządna szminka w kosmetyczce należy się każdej kobiecie. A jeśli jeszcze uda się ją kupić w takim ponadczasowym i super uniwersalnym kolorze jak ten, to w ogóle świetnie. Gdybym miała ją sobie kupić sama, pewnie bym się zawahała ze względu na cenę, jednak jest to jedyny kosmetyk, obok maści z witaminą A, która pozwala mi utrzymać usta w porządku jesienią i zimą.





A Wy, polecacie jakieś pomadki z wyższej półki czy może uważacie, że to zbędny wydatek? A może udało Wam się zdobyć podobny kolor w tańszym odpowiedniku?

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Och Makeup! Czyli czerwona pomadka od Rimmel

Zawsze lubiłam wyraziste kolory na ustach. Ciemna pomadka zmienia dzienną stylizację w wieczorową. Czasami nie nakładam w ogóle makijażu tylko samą mocną, wyrazistą szminkę a i czuję się świetnie. Mam w swojej małej kolekcji jedną drogą pomadkę, ale większość z moich zdobyczy to kosmetyki za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt PLN. Tak jak prezentowana, którą można dostać w drogeriach internetowych za niecałe 20 PLN, ja swoją kupiłam w Rossmannie na -40% promocji, również za niecałe 20 PLN.



Zanim znalazłam Rimmel by Kate, która ma bardzo specyficzny, nieco duszący, ale nie przeszkadzający zapach, używałam czerwieni od Manhatanu, jednak dużo bardziej odpowiada mi konsystencja Rimmela. 


Pomadka jest matowa, co mi bardzo pasuje w mocnym kolorze. Usta optycznie wyglądają na duże, a dodatkowe drobinki tylko spotęgowałyby efekt. Do tego kosmetyk jest dość trwały w swojej konsystencji, powiedziałabym nawet, że po nałożeniu jest bliska w trwałości i strukturze do kredki.

Co jest fajne, to szminka nie jest oleista i przy spierzchniętych ustach udaje mi się zachować pożądany efekt. Jej minusem jest to, że jest to po prostu kolorówka, nie poprawia jakości ust, ale jej cena jest również adekwatna do jakości. 

A oto jak prezentuje się kolor na ustach:




Polecacie klasyczną czerwień jakiejś konkretnej marki? A może wypróbowałyście ten produkt? Podzielcie się doświadczeniami!

piątek, 20 czerwca 2014

Och Kawa! Miłość w Paryżu

Uwielbiam pić kawę. Dzień zaczynam od filiżanki tego napoju, który pijemy z P. razem. To taki nasz mały rytuał, który pielęgnujemy. Pijemy kawę z ekspresu, to był nasz pierwszy wspólny zakup małego AGD. 



Kilka lat temu na hali niedaleko naszego bloku otworzył się sklep z przyprawami, herbatami i kawą. Szybko wypatrzyliśmy dla siebie kilka ciekawych pozycji. Osobiście jestem wielką fanką kawy smakowej, nie przepadam za syropami, które są przesłodzone, ale aromatyzowane ziarna to inna bajka. W naszym sklepiku kawę nam od razu mielą i jest gotowa do parzenia. 



Po wypróbowaniu kilku smaków udało nam się znaleźć naszą ulubioną, o romantycznej nazwie Miłość w Paryżu, kawa ma bardzo delikatny smak, nie czuć w niej ani trochę kwaśności ani goryczy. W mieszkaniu unosi się zawsze lekko słodki zapach. 




Jeśli będziecie mieli okazję spróbować tej kawy, to zróbcie to koniecznie, bo być może, tak jak w moim przypadku będzie to dla Was obietnica wielu wspaniałych poranków.



Znacie również inne smaczne kawy godne polecenia?

środa, 18 czerwca 2014

Och Manicure! Czyli czerwcowe wyprzedaże w HM

Udało mi się za 10 PLN w H&M kupić dwa zestawy paznokciowe, a w nich rzeczy, które chciałam od jakiegoś czasu sobie sprawić. 


Pierwszą z nich jest szczoteczka do paznokci, której będę używać do czyszczenia płytki z pozostałości po hybrydzie i polerowaniu. 




Drugą jest klej do tipsów, który ułatwi mi aplikację ozdób. 



Polerek nigdy za wiele, zwłaszcza tych w wersji mini, które można zabrać ze sobą w podróż.




Fajną rzeczą jest karuzela na ozdoby (zestaw zawierał również widoczne rzeczówki), pomoże mi zachować porządek w cyrkoniach i mam nadzieję, że zainspiruje mnie do ciekawych aplikacji.



W skład zestawów wchodzą również dwa kopytka, jedno z plastikową końcówką (czarne) i z sylikonową, ułatwiającą aplikację (przeźroczyste) oraz ziarnisty podręczny pilnik.




W H&M na wyprzedażach znajdziecie też masę przecenionych na 5 PLN lakierów, mgiełki do ciała za 5-10 PLN, tusze do rzęs, balsamy i błyszczyki. Te z dłuższą datą przydatności możecie kupić teraz i obdarować bliskich np. na święta. Często kupuję prezenty z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, najbardziej się opłaca tak kupować akcesoria, ciuchy i książki, kosmetyki tylko z długim terminem.

Ciuchy i dodatki również są przecenione, ja jeszcze nie dałam rady nic upolować, bo nie miałam czasu, ale będę szukać rzeczy na siłownię. 

A Wam udało się coś znaleźć dla siebie?

wtorek, 17 czerwca 2014

Och Suchy Szampon! Czyli bardzo wydajny kosmetyk od Timotey

Wypróbowałam kilka suchych szamponów, jednak chciałam Wam przedstawić ten, który uważam, za produkt najbardziej wydajny i opłacalny w relacji jakość-cena. Ma sporą objętość - 245 ml i przekłada się ona na ilość aplikacji. Mam długie i bardzo gęste włosy, w upały często korzystam z suchego szamponu, dlatego najważniejsze dla mnie, jest to aby jedno opakowanie starczało mi na więcej niż trzy użycia i tak właśnie jest z produktem Timotei.



Szampon idealnie nadaje się do fryzur, które nie znoszą świeżo umytych włosów, włosy stają się lekko matowe w dotyku i nie ślizgają się tak. To dobre rozwiązanie dla dziewczyn, które nie przepadają za efektem bądź zapachem lakieru.


niedziela, 15 czerwca 2014

Och Pedicure! Neonowa zieleń od Safari

Uwielbiam w lecie to, że często chodzę w butach z odsłoniętymi palcami. Rzadko kiedy maluję paznokcie u stóp na ten sam kolor co u dłoni, w sumie chyba nigdy mi się to nie zdarzyło. Ze względu, że często chodzę na jogę, a tam ćwiczy się na boso, cały rok dbam o to, aby mieć zadbane paznokcie stóp. Latem stonowane kolory zamieniam na np. szaloną neonową zieleń. 






Lakier z tego co pamiętam nie należy do drogich produktów, butelka jest duża, bo aż 12 ml, jednak na początku był bardzo lejący i ładnie się rozprowadzał, teraz, po upływie dwóch lat zgęstniał i jest trochę oporny, niestety nie ma kulki i ciężko go wymieszać. Data ważności wskazuje, że już jego czas, póki się jednak nie rozwarstwia postanowiłam go zachować.