Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepis. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 czerwca 2014

Och Koktajl! Czyli smoothie z kiwi i miętą

Mój Narzeczony często zagląda do Kuchni Lidla i znajduje tam ciekawe przepisy, które potem przygotowuje. Od dawna chodził za nami pyszny napój ze świeżych owoców i tym razem padło na ten przepis.

My nie skorzystaliśmy z propozycji dodania miodu, nie dodaliśmy też aż 8 kiwi, tylko 6, a porcji i tak starczyło na dolewkę.

Potrzebujemy:

6 kiwi
1 pomarańcza
1 limonka
garść mięty


Sposób przygotowania: 

Kiwi obieramy, kroimy w ćwiartki, pomarańcze filetujemy, wyciskamy sok z limonki, całość wsypujemy do blendera, dodajemy liście mięty i miksujemy na maksymalnych obrotach aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Proste.










Smoothie nie jest mocno gęsty ponieważ kiwi i pomarańcze mają w sobie dużo wody, ale jeśli ktoś nie lubi takich gęstych napojów to jak najbardziej można dodać pół szklanki wody.

Ważne jest, żeby wyfiletować pomarańczę, dzięki temu konsystencja będzie gładka.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Och książka! Czyli jak nie zmieniłam swojego życia z Ewą Chodakowską

W zeszłym roku wpadł mi w ręce poradnik Ewy Chodakowskiej , pt. Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską. Książka jest obietnicą wielkich zmian - od nawyków żywieniowych, przez  podejściu do świata, po szczupłą sylwetkę. Już wtedy byłam aktywna fizycznie i szukałam sposobu na to aby mój zapał nie ostygł. Jednak największy problem miałam z dietą. Z powodów zdrowotnych musiałam zmienić nawyki żywieniowe i szukałam pomysłu na wypełnienie luki po wyeliminowaniu większości produktów z menu.

Książkę dostałam do rąk od mojej Mamy, która zwróciła mi uwagę, że jest to bardzo fajna... książka kucharska. Po przejrzeniu kilku przepisów kupiłam egzemplarz dla siebie. I muszę przyznać, że nigdy nie skorzystałam z miejsca na notatki, czy z planu treningowego i w sumie, ta część poradnika mogłaby dla mnie nie istnieć. Ale przepisy są fantastyczne, nie głupie i można się proponowanymi porcjami spokojnie najeść.

Nie wierzę w cudowne "30 dni", bo zmiana dzieje się od teraz do końca życia, albo do kolejnej zmiany. Takie "strzały" nigdy mnie nie motywują, bo stawiam na cele długoterminowe. Ale myślę, że jeśli ktoś bardzo uwierzy w tę książkę i zastosuje się do programu Ewy to na pewno straci kilka centymetrów i nabierze więcej chęci do życia, a może i na nowo odkryje siebie.

Książka jest bardzo przystępnie podana, jest w niej dużo ładnych zdjęć i mało zbędnego tekstu w przepisach.

Poradnik zawiera w sobie 30-dniowy program "zamian", opracowany przez Ewę i jej męża. Każdy dzień zaczynamy od "motywacji" w amerykańskim stylu pt. "możesz wszystko, uwierz w siebie, nigdy się nie poddawaj".  Uważam, że jest to urocze. Śledząc od jakiegoś czasu profil Ewy na Facebooku uważam nawet, że jest to bardzo autentyczne. Chociaż, nie znając jej profilu mogłabym uważać te "motywacje" za nieco infantylne.

Książka zaczyna się od obszernego wstępu, w którym Ewa tłumaczy, dlaczego opracowała ten trening i dlaczego jest on skuteczny. Opowiada w nim też swoją historię i tłumaczy poszczególne działy.


Czytając książkę, cały czas mam poczucie jakby Ewa była tuż obok i mocno mnie dopingowała. Nie przełożyło się to na wykonanie choćby jednego ćwiczenia z książki, ale poczucie wyimaginowanej bliskości stworzyła całkiem sympatyczne. 



Najbardziej podobają mi się przepisy, ponieważ nie zawierają zbędnych instrukcji, a jedynie proste komendy, co bardzo mi pasuje, ponieważ zawsze gubię się w przepisie jak zbyt długo muszę czytać o obieraniu marchewki. 

A tak jak wspominałam wcześniej - książka Ewy jest wg mnie po prostu fantastyczną, ładnie wydaną książką kucharską. 





Jednak nie mogłabym nie wspomnieć o treningach, które proponują "Państwo Chodakowscy". Ćwiczenia są fajne, przystępne i ładnie wytłumaczone. Jednak podane w trudny sposób - no bo jak ćwiczyć czytając instrukcje? Idealnym uzupełnieniem byłyby filmiki na YouTube, które pokazywałyby dane serie. Nie wiem czy Ewa nakręciła takie filmy, ale jeśli nie to korzystanie z planu treningowego jest po prostu nudne.
Co jest fajne, to małe rady, które metodą małych kroków mogą odmienić myślenie każdego człowieka. Ewa proponuje np. przejście wszystkich pięter - po dwa okrążenia każde, w najbliższym centrum handlowym.


To może wydawać się głupie, ale z drugiej strony - lepszy ruch niż żaden, a kiedy zaczniemy podchodzić inaczej do codziennych czynności, to metodą małych kroków staniemy się zdrowsi i będziemy w lepszej kondycji. 

Na przykład - chodzenie po schodach ruchomych. Schody to schody, służą do chodzenia. Czemu więc wszyscy stoją i czekają, aż ich transportują? Ewa Chodakowska zachęca do takich małych aktywności i chwała jej za to! Może następnym krokiem będzie przesiadka z auta na rower?



Dzięki miejscu na notatki, możemy prowadzić w książce dziennik treningowy, Ewa i jej mąż pomyśleli również o miejscu na zapisanie stanu początkowego (waga i centymetry) jak i po treningu. Jeśli ktoś zrealizuje 30-dniowy program, to w łatwy sposób przeanalizuje później swoje postępy. Jest to na pewno przydatne, chociaż generuje 1/4 pustych stron, za które trzeba zapłacić.


Podsumowaując: Książka kosztuje 39 zł, nie jest to mało, ani dużo jak na prawie 300-stronnicowe wydawnictwo. Chociaż osobiście czekałam na promocję aby ją kupić, ponieważ nie inwestowałam w program treningowy a w przepisy kulinarne i nie zależało mi, na szybkiej zmianie swojego życia, bo to już się w moim życiu zadziało wcześniej. Publikacja jest ładnie wydana, zdjęcia są przyjemne, a nawet powiedziałabym, że smakowite, a tekstów nie jest za dużo tam gdzie za dużo ich być nie powinno. 
Polecam przeczytać dla zaspokojenia ciekawości, ale do ćwiczenia łatwiej i zdecydowanie wygodniej będzie skorzystać z opublikowanych na Ewy profilu na YouTube gotowych treningów.







Słowem zakończenia - bardzo lubię Ewę Chodakowską, jej energię, serce, które wkłada w to co robi, pewną autentyczność, którą widzę w jej czynach. Zdarzyło mi się nawet kilka razy zrobić Skalpel i Turbospalanie, a recenzja jest o samej książce, nie o metodzie. 








niedziela, 1 czerwca 2014

och śniadanie! Grzanki z sałatą i serem, jogurt z owocami i marchewkowe muffiny

Śniadanie to podobno najważniejszy posiłek dnia. Nie do końca się z tym zgadzam, ponieważ dla mnie najważniejszy posiłek to ten przed fitnessem czy jogą, zależnie od tego jaki mam plan na dany dzień wybieram inne produkty spożywcze, tak aby mieć energię na konkretne ćwiczenia.


W niedzielę posiłkiem przed treningiem jest śniadanie. Dzisiaj pokażę Wam co jem, żebym było lekkostrawne ale i na tyle sycące aby dać mi energię do ćwiczeń.

Jak zauważycie nie ma w moim niedzielno-śniadaniowym menu mięsa. Są za to grzanki z pełnoziarnistego chleb na naturalnym zakwasie, dużo sałaty, która zawiera przeciwutleniacze, oraz ser żółty, no bo jakiś konkret musi być ;)

Ważne jest dla mnie aby posiłek był pełnowartościowy, dlatego uzupełniam grzanki o jogurt z ziarnami słonecznika, miętą i owocem (dzisiaj nektaryna).

Wczoraj upiekłam też moje ulubione marchwiowe muffiny z tego przepisu, dołączyłam do śniadania.

Cała porcja jest nieduża i nie zapycha, ale przez długi czas pozwoli mi czuć się sytą, ale nie ociężałą, co jest dla mnie kluczowe z perspektywy porannego ABT.

Całość popijam kawą z mlekiem.